24 Stycznia Wolontariat
Jestem dumny, że znam tych ludzi

O swoim doświadczeniu w wolontariacie i sentymencie do mieszkańców Swobody-Raszków, ale także o ich trudnej codzienności, pisze Szymon Osieleniec.


Wyjazd do Naddniestrza był jedną z najlepszych decyzji, jaką podjąłem w swoim dotychczasowym życiu. Należy wspomnieć, że zdecydowałem się na to dosyć szybko, bo w maju 2017 roku poznałem księdza Zbigniewa Chwaję SCJ (Sekretarza Misji Zagranicznych Księży Sercanów) i dołączyłem do wolontariatu „Missio Cordis”, a już w sierpniu wyjechaliśmy do Naddniestrza. Byłem wtedy w klasie maturalnej, więc z tyłu głowy pojawiła się myśl, żeby nie jechać, bo matura, sporo nauki. Jednak zdecydowałem się i nie żałuję tej decyzji. Sprawę ułatwił fakt, że dobrze znam język rosyjski i interesuję się historią oraz wschodnią kulturą. Naddniestrze wydało mi się bardzo egzotyczne mimo tego, że leży stosunkowo blisko naszego kraju, a informacja o tym, że jadę do prawdziwych kresów Rzeczypospolitej Polskiej jeszcze bardziej utwierdziła mnie w tej decyzji, że muszę tam pojechać.

Codzienność wolontariusza

Wyjeżdżając na wolontariat misyjny szczerze mówiąc nie wiedziałem na czym to polega. Nie wiedziałem, co chcę tam robić, co mogę z siebie dać. Nie chcę żeby zabrzmiało to tak, że pojechałem tam nieświadomie. Po prostu szukałem czegoś, co mnie zaciekawi, będzie okazją do rozwoju, a zarazem da możliwość pomocy innym. Teraz z pełną świadomością mogę powiedzieć, że wolontariat misyjny to miejsce, w którym najważniejszy jest drugi człowiek. Potrzeba naprawdę niewiele, żeby sprawić komuś radość. Wyjazd do Naddniestrza nauczył mnie, żeby nie być obojętnym na drugiego człowieka. Jeśli masz możliwości to po prostu pomóż, porozmawiaj, wesprzyj. Niby tak niewiele, a jednak.

Z wyjazdu najbardziej utkwiła mi w pamięci wielka życzliwość i dobro ludzi mieszkających we wsi Swoboda-Raszków, naszych rodaków. Usłyszeć język polski z ich ust, uczestniczyć w Eucharystii odprawianej po polsku było bez wątpienia wyjątkowym doświadczeniem. Wolontariat sprawił, że mam osobisty sentyment do tej wioski. Utożsamiam się z jej społecznością i jestem dumny, że znam tych wspaniałych ludzi.



Życie mieszkańców Swobody Raszków różni się od naszego. W Polsce, zwłaszcza w dużych miastach, żyjemy bardzo szybko. Czas przelatuje nam przez palce, gonimy, jesteśmy w ciągłym niedoczasie. A wjeżdżając do Słobody miałem poczucie, jakby czas się zatrzymał. Wtedy pierwszy raz usłyszałem, że my w Polsce mamy zegarki, ale oni (tutejsi) mają czas. I coś w tym na pewno jest. Pamiętam, jak lekko denerwowało mnie spóźnianie się dzieci na zajęcia z angielskiego czy na wspólną grę w piłkę. Z biegiem czasu jednak przyzwyczaiłem się do tego. Na własnej skórze przekonałem się, że mieszkańcy są bardzo życzliwi, uczynni, ciepli. Na pewno potrafią dzielić się tym, co mają. Pamiętam, że kiedy malowaliśmy plac zabaw, jedna z babć podeszła do nas i dała reklamówkę śliwek i melonów. Parę godzin później inna kobieta przyniosła kilka arbuzów ze swojego pola.

Realia mieszkańców

Życie w Naddniestrzu różni się od polskiej rzeczywistości. Trzeba pamiętać, że mieszkańcy Swobody żyją w państwie, które de facto nie istnieje. Jest uznawane wyłącznie przez Abchazję i Osetię Południową, które same nie są uznawane za osobne państwa przez większość świata. Na arenie międzynarodowej Naddniestrze jest traktowane jako region autonomiczny Mołdawii, jej integralną część. Przyjeżdżając tam cztery lata temu życie w wiosce było na pewno trudniejsze niż teraz. Największym problemem była kwestia wody i wodociągów, których po prostu nie było. Każdy dom miał swoją studnię. W wiosce było też kilka miejsc, gdzie były ogólnodostępne studnie i ludzie mogli z nich korzystać. Najgorsza sytuacja była w lecie, kiedy ilość opadów była niska. Skoro nie było wodociągów, to jakość wody również nie powalała na kolana. Była to tak zwana woda technologiczna, czyli nie zdatna do spożycia, ale mieszkańcy ją pili, my zresztą też. Problemem Swobody-Raszków bez wątpienia jest także stan drogi dojazdowej od miejscowości Katerinówka do wioski, jak i dróg wewnętrznych w obrębie miejscowości. Myślę, że w lecie jest prościej, bo nie ma takiego błota jak na jesieni czy w zimie. Co nie zmienia faktu, że po zmroku lepiej mieć ze sobą latarkę, bo idąc po nierównej drodze można zrobić sobie krzywdę.

Oprócz tego widoczny jest ogromny problem braku pracy. W okolicy Swobody-Raszków brakuje dużych czy nawet średnich zakładów pracy, gdzie mieszkańcy mogliby zarobić godziwe pieniądze na utrzymanie swoich rodzin. W wiosce miejscami pracy są dwa sklepy spożywcze, szkoła i przedszkole. Wiele osób prowadzi niewielkie gospodarstwa rolne, które nie przynoszą dużych dochodów. Dlatego wielu z mieszkańców wyjeżdża za granicę – do Polski, Rosji czy Ukrainy. Emigracja powoduje, że region się wyludnia. Wyjeżdżają głównie młodzi ludzie.

Kiedy przyjechałem do Swodoby-Raszków ponownie (lipiec 2021 roku), byłem pozytywnie zaskoczony, że problem z wodą i wodociągiem został załatwiony. Mieszkańcy mogą już bez problemu podpinać się do wodociągów, budować łazienki w domach. Dzięki temu standard życia z pewnością będzie wyższy. Dodatkowo ksiądz Marcin Januś SCJ, sercański misjonarz i proboszcz miejscowej parafii wspominał mi, że część osób wraca do Swobody – czy to z zagranicy czy z tamtejszych miast, co napawa optymizmem. Chociaż mieszkańcy Swobody nie mają najłatwiejszego życia, wyglądają na szczęśliwych ludzi. Żyją skromnie, ale spokojnie.

Problemy młodzieży

Największą trudnością dla młodych ludzi w Swobodzie-Raszków, jak i całym Naddniestrzu jest brak perspektyw na dobrą pracę i godną płacę. Jak już wspominałem, w wielu przypadkach młodzi po prostu wyjeżdżają za granicę i tam szukają dla siebie szansy na lepsze życie. Uważam, że jakość kształcenia, jak i cała edukacja w Naddniestrzu nie stoi na wysokim poziomie, co również nie pomaga młodym ludziom. Wyjazd do szkoły średniej do pobliskich miast wiąże się z dużymi nakładami finansowymi, co czasem stanowi barierę nie do przejścia. Stąd pomysł, który zrodził się w nas po powrocie z wolontariatu cztery lata temu. Projekt „Studia od serca” to zbiórka środków na stypendia szkolne dla młodzieży, która pragnie kontynuować naukę w szkole średniej. Pieniądze z programu stypendialnego zostają przeznaczone na pokrycie kosztów zamieszkania w internacie szkolnym oraz wyżywienie. Projekt jest szansą dla młodzieży mieszkającej w Swobodzie-Raszków i bardzo cieszę się, że w jakiś sposób możemy dołożyć cegiełkę do tego, żeby spełniały się ich marzenia.

Szymon Osieleniec