10 Marca Misje
Liban pod bombami. Pomoc dla Ziemi Świętej

Kolejna wojna na Bliskim Wschodzie zbiera swoje tragiczne żniwo. Coraz bardziej dramatyczne wiadomości docierają z Libanu – kraju, który od lat zmaga się z kryzysem gospodarczym i społecznym, a dziś ponownie staje się miejscem strachu, zniszczenia i masowych ucieczek ludności. Bomby spadają na miasta i wsie, a tysiące rodzin w pośpiechu opuszczają swoje domy, uciekając przed ostrzałem.


Setki tysięcy Libańczyków uciekło ze swoich domów po nasilonych nalotach Izraela na Bejrut i południe kraju w pierwszych dniach marca. Jak podaje Caritas, liczba wewnętrznych przesiedleńców po zaledwie kilku dniach wynosi ponad pół miliona osób. To ogromna skala kryzysu humanitarnego w państwie liczącym około 4,5 miliona mieszkańców, które w ostatnich latach przyjęło blisko dwa miliony uchodźców z ogarniętej wojną domową Syrii. Dziś Liban – sam już osłabiony wieloletnim kryzysem – ponownie staje się miejscem dramatu cywilów.

Izrael tłumaczy bombardowania koniecznością walki z bojownikami Hezbollahu. Jednak w rzeczywistości największą cenę płacą zwykli ludzie – mieszkańcy wsi i miast, rodziny z dziećmi, starsi, którzy nie mają dokąd uciec. To oni tracą domy, dorobek życia i poczucie bezpieczeństwa. W wielu miastach szkoły i kościoły zamieniono w miejsce schronienia dla uciekających z południa kraju.

Dramatycznym symbolem tej tragedii jest śmierć maronickiego kapłana, ks. Pierre’a Ar-Rahiego, proboszcza z wioski Qlayaa położonej w południowym Libanie. Zginął podczas izraelskiego ataku, gdy próbował pomóc rannemu parafianinowi. Kilka dni wcześniej mówił: „Zdecydowaliśmy się pozostać tutaj pomimo niebezpieczeństwa, ponieważ to są nasze domy. Nie pozwolimy nikomu wejść do naszej wioski i wykorzystać jej do jakichkolwiek celów. Nikt z nas nie nosi broni. Jedyną bronią, jaką posiadamy, jest pokój, dobroć i miłość”. Nie chciał opuścić swoich parafian. Jego śmierć jest przejmującym przypomnieniem, jak wysoką cenę płacą ludzie, którzy nie mają broni i nie uczestniczą w działaniach wojennych. Wśród ofiar są także najmłodsi. Według władz libańskich do tej pory zginęło już co najmniej 83 dzieci.

Jeszcze kilka miesięcy temu wielu mieszkańców Libanu walczyło po prostu o przetrwanie zimy. W ramach projektu „Pomoc dla Ziemi Świętej” staraliśmy się wspierać najuboższe rodziny, dostarczając im opał, żywność i podstawowe środki do życia. Dziś zima się skończyła, ale potrzeba pomocy wcale nie minęła – nowa fala przemocy sprawiła, że tysiące ludzi znów zostało zmuszonych do ucieczki. Wielu z nich nie ma już dokąd wrócić. Ich domy zostały zniszczone albo znajdują się w rejonach objętych walkami. Rodziny nocują w prowizorycznych schronieniach, w szkołach, kościołach, u krewnych lub pod gołym niebem.

Dlatego nasz projekt „Pomoc dla Ziemi Świętej” nie skończył się wraz z zimą. Dzięki wsparciu ludzi dobrej woli możliwe jest przygotowanie paczek żywnościowych dla najbardziej potrzebujących rodzin oraz dostarczanie opału tam, gdzie wciąż jest on niezbędny. Pomoc ta trafia bezpośrednio do potrzebujących dzięki zaangażowaniu lokalnych wspólnot i koordynacji, którą prowadzi ks. prof. Waldemar Cisło z Fundacji Przyjaciel Misji.


Każda paczka żywnościowa to konkretna pomoc dla rodziny, która często w jednej chwili straciła wszystko. W sytuacji, gdy państwowe struktury są przeciążone kolejnymi kryzysami, a gospodarka znajduje się w głębokiej zapaści, taka pomoc staje się dla wielu ludzi jedyną szansą na przetrwanie.

W Libanie, który tradycyjnie uważany jest za ostoję chrześcijaństwa na Bliskim Wschodzie, w ostatnim stuleciu odnotowano spadek liczby chrześcijan z 77,5% do 34,3%. Jeśli ten proces będzie postępował, istnieje realne ryzyko, że w miejscach związanych z początkami chrześcijaństwa zabraknie tych, którzy od pokoleń podtrzymywali tam wiarę i tradycję.

Dlatego tak ważne jest dziś wsparcie dla ludzi, którzy mimo wszystko chcą pozostać w swoich domach. Pomagając im przetrwać najtrudniejszy czas, pomagamy ocalić nie tylko konkretne ludzkie życie, ale także wspólnoty i dziedzictwo tej części świata.