Są miejsca, gdzie miłość Najświętszego Serca Pana Jezusa wyraża się przede wszystkim przez ratowanie ludzkiego życia – takim miejscem jest szpital misyjny w Katondwe.
Olsztyn, 10 lipca 2026 roku
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
W czerwcu, z grupą sercańskich Darczyńców, byłem w Paray-le-Monial, gdzie – zgodnie z zapowiedzią – zawiozłem przesłane w ramach modlitwy czerwcowej prośby i podziękowania nadesłane do naszego sekretariatu misji. Przesłanie płynące z tego miejsca, w którym Jezus objawił tajemnicę Swego Serca św. Małgorzacie Marii Alacoque, wybrzmiało we mnie po raz kolejny, ale innymi tonami. Miłość tego Serca bije dla każdego człowieka – a w sposób szczególny dla tego, który cierpi. Myślę, że prawda ta każdego dnia przypomina o sobie w sposób niezaprzeczalny w pewnym miejscu na krańcu świata, które od ponad 60 lat nosi dokładnie to wezwanie – Szpital Misyjny pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Katondwe w Zambii.
Katondwe to duża wioska w buszu we wschodniej Zambii, w dolinie rzeki Luangwa. Większość domów stanowią proste gliniane chatki, bez dostępu do bieżącej wody i stabilnego prądu. Mieszkańcy regionu żyją głównie z uprawy kukurydzy i rybołówstwa. To ostatnie bywa jednak śmiertelnie niebezpieczne... Wielu pacjentów szpitala misyjnego to ofiary ataków krokodyli i hipopotamów.
W tej rzeczywistości posługują Siostry Służebniczki Najświętszej Maryi Panny (Starowiejskie). Ich szpital jest jedynym w całym powiecie Luangwa. Trafiają tam kobiety po ciężkich porodach, dzieci z malarią i anemią, ofiary wypadków drogowych, pogryzień przez dzikie zwierzęta, a także pacjenci wymagający pilnych operacji. Przybywają pieszo, na rowerach, na prowizorycznych noszach, a czasem przeprawiają się przez rzekę również z sąsiednich Mozambiku i Zimbabwe.
Pewnego dnia do szpitala trafiła kobieta, której prawa ręka została niemal oderwana przez krokodyla. Przybyła późno – rana była głęboko zakażona, a stan pacjentki krytyczny. W trakcie leczenia okazało się, że kobieta jest w ciąży, i to bliźniaczej. W tej dramatycznej sytuacji zespół medyczny podjął wspólną walkę, angażując chirurgów, pielęgniarki i lekarzy różnych specjalności. Po dwóch miesiącach intensywnego leczenia, przeplatanego gorliwą modlitwą, rany zaczęły się stopniowo goić. Ostatecznie udało się zachować około 50% sprawności ręki, a kobieta wróciła do domu, by oczekiwać narodzin swoich dzieci.
Dyrektorką szpitala jest siostra Mirosława Góra ABMV, chirurg. Przez 30 lat była jedynym lekarzem w powiecie. Przy wsparciu grupy pracowników świeckich ten niewielki zespół medyczny pomaga rocznie sześciu tysiącom pacjentów! Szpital, który zaczynał od 20 łóżek, dziś ma ich 100 – działa tam blok operacyjny, porodówka, neonatologia oraz pracownie RTG i USG. Jedno jednak nie nadążyło za rozwojem placówki: laboratorium. A przecież to właśnie od szybkiej i pewnej diagnozy najczęściej zależy ludzkie życie. Szczególnie niepokojące są kwestie bezpieczeństwa. Brak wydzielonego pomieszczenia do badań w kierunku gruźlicy stwarza poważne ryzyko zakażenia zarówno dla personelu, jak i pacjentów.
Budowa i wyposażenie nowego laboratorium to koszt 350 000 złotych. Dla samych sióstr to suma całkowicie nie do udźwignięcia. Wierzę jednak, że wspólnie uda się nam zrealizować ten projekt i że laboratorium w Katondwe powstanie.
Z modlitwą +
ks. Piotr Chmielecki SCJ
Zastępca Sekretarza Misji Zagranicznych
Księży Sercanów w Polsce
P.S. Każdą osobę i każdą wspólnotę, które tworzą Sercańską Rodzinę Misyjną, polecam Sercu Jezusa w pierwsze piątki miesiąca, prosząc, by wynagrodził Wam Waszą dobroć.

