22 Października Misje
Hipopotam, ucieczka i widmo głodu. List z Czadu

Miał być kolejny zwyczajny dzień na misji. Tymczasem wydarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał. A później kolejna historia – taka, obok której trudno przejść obojętnie. Skończyła się też pora deszczowa, a wraz z nią rusza budowa kolejnych studni głębinowych. O tym, co wydarzyło się w ostatnich tygodniach, w liście do Sercańskiej Rodziny Misyjnej pisze ksiądz Jakub Szałek z Czadu.


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Drogi Piotrze!

Z dalekiego Czadu przesyłam gorące pozdrowienia dla Ciebie oraz całej ekipy z Sekretariatu. Piotr, proszę podeślij mi nazwiska Darczyńców na pięć kolejnych studni. Zaczęliśmy je kopać!

W Polsce minęły wakacje, w Czadzie kończy się pora deszczowa, a ja rozpoczynam kolejny rok mojej misyjnej posługi w sercu Afryki. To już 22. rok. Jak zawsze mam bardzo dużo pracy, wyjazdów w teren, spotkań z ludźmi. W realiach życia misyjnego każdy dzień jest ciekawy, pełen niespodzianek…

Ludzie, z którymi na co dzień przebywam, z którymi się spotykam, zawsze coś ciekawego w moje życie wnoszą. Ich historie życia są przebogate. Jedne są radosne, inne smutne, bo codzienność w Czadzie nie jest łatwa. Ludzie nie mają tu lekko!

Kilka dni temu spotkałem się z katechistami z moich wiosek. Poopowiadali, co tam u nich słychać. Lubię ich słuchać. Jeden z nich wspomniał o wydarzeniu sprzed dwóch tygodni. W jego wiosce, oddalonej od rzeki o kilkanaście kilometrów, nie wiadomo skąd pojawił się hipopotam. Przydreptał do wioski około godziny piątej rano i zaczął robić spustoszenie – atakował zarówno ludzi, jak i zwierzęta. „Hipcio” był bardzo agresywny. Kiedy mieszkańcy wioski próbowali go wygonić, wtedy jeszcze bardziej się rozjuszył. Pogryzł krowy i cielaki i bardzo ciężko zranił kilka osób. Do teraz trzech ciężko rannych mężczyzn leży w szpitalu.

Mieszkańcy nie mieli wyjścia – by zapewnić sobie bezpieczeństwo, kilkunastu wojowników-myśliwych, zaopatrzonych w dzidy i siekiery, unieszkodliwiło nieproszonego gościa. I jak to się mówi, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło… Mimo kilku poszkodowanych w wiosce zapanował świąteczny klimat! Było dużo mięsa i każdy mógł się najeść do syta. W Czadzie, w tych biednych osadach, niestety nie każdego dnia ma się ten komfort bycia najedzonym do syta. Takie życie…


W tej samej wiosce, jak na nieszczęście, wydarzyła się druga historia, bardziej smutna od tej pierwszej. Nasz ministrant Sylvestre ma 17 lat i uczęszcza do gimnazjum na terenie mojej misji. W czasie roku szkolnego mieszka u swojej ciotki w mieście (w Lai), natomiast wakacje spędza z rodzicami na wiosce (Mibigue) – by pomagać w pracach polowych. Tegoroczne wakacje były dla niego tragiczne! Dopiero teraz, po kilku tygodniach, dowiedziałem się, co się wydarzyło.

Spędzając letnie wakacje w domu rodzinnym (w Czadzie wakacje trwają cztery miesiące, od czerwca do września), jego ojciec zakomunikował mu, że znalazł mu… żonę! Po kilku dniach w domu pojawiła się 15-letnia dziewczynka. Sylvestre był w szoku. Po całym dniu ciężkiej pracy w polu, w swojej chałupce znalazł dziewczynę, czekającą, by spędzić z nim noc poślubną.

Niestety, w Czadzie ciągle zdarza się, że ślub polega na tym, że ojciec przyprowadza swojemu synowi dziewczynę, za którą uiścił zapłatę, i ta dziewczyna automatycznie staje się żoną jego syna. Dziewczyna szybko zachodzi w ciążę, rodzi dzieci, pracuje ciężko na polu – i tak powstaje nowa rodzina.

Mój ministrant Sylvestre nie chciał przystać na propozycję swojego ojca. Miał świadomość, że jeśli tę noc spędzi w swojej chałupce, całe jego życiowe plany legną w gruzach. Będzie musiał zrezygnować ze szkoły i na zawsze zostać na wiosce – pracując na polu, by wyżywić żonę i gromadkę dzieci, która szybko się pojawi. Dlatego do północy siedział przed swoją lepianką, a gdy wszyscy już spali, dyskretnie zabrał najbardziej potrzebne rzeczy i uciekł do naszego miasteczka, pokonując pieszo 25 kilometrów. Dotarł do sióstr w mojej misji i poprosił je o pieniądze na bilet na autobus do Ndżameny, stolicy Czadu, położonej 400 kilometrów od nas. Przysłał mi ostatnio SMS-a. Mieszka u swojego wujka, który przygarnął go do swojej rodziny i zapewnił możliwość chodzenia do szkoły i kontynuowania nauki. Taka to historia…

Na dodatek obecny rok zapowiada się nieciekawie, gdy chodzi o żywność. Pora deszczowa nie była obfita w opady. Pola ryżowe są bez wody, ryż wysycha. Ciężki to będzie rok. Zapowiada się głód… Tu, gdzie jestem, ludzie żyją głównie z rolnictwa, z tego, co urośnie na ich poletkach. Jeśli ryż dobrze obrodzi, wtedy nie jest się głodnym, ma się pieniądze na to, by dzieciaki mogły chodzić do szkoły, ma się pieniądze na to, by je leczyć, jeśli zachorują na malarię lub inne choroby tropikalne.

Generalnie życie w Czadzie nie jest łatwe…

Dlatego moją misję, mnie samego oraz cały Czad polecam modlitwie Was wszystkich. Ja też ze swej strony zapewniam o pamięci modlitewnej.

Z kapłańskim błogosławieństwem z serca Afryki +
ks. Jakub